London calling.

Wstałem jakiś czas temu o 4 w nocy i stwierdziłem, że jadę do Londynu.

A że okazało się, że moja ciocia mieszka w okolicach wspomnianego miasta i miałbym gdzie spać, to już wiedziałem, że to nieuniknione. Popracowałem trochę w wakacje, żeby mieć co wymieniać na banknoty z buźką królowej Elżbiety II, spakowałem skary, aparaty i w drogę.

No i pojechałem. Cały wyjazd miał skupiać się wokół moich ulubionych rzeczy – deskorolki, sztuki i piłki nożnej. Dodatkowo robiłem zdjęcia, więc komplet.

22 września o 6:20 wyleciałem z Gdańska. Półprzytomny, na maxa zaspany i trochę zestresowany. Bo leciałem sam. Solo misja. Nie wiedziałem do końca co będe robił, jak będe robił i z kim. Wylądowałem na lotnisku Londyn Luton koło 8:00 lokalnego czasu, przejechałem się 1,5 godziny autobusami do Watford i o 10:30 dojechałem na miejsce mojego tymczasowego zamieszkania.

Tak wygląda ulica, na której mieszkałem, także angielska stylówa jest zachowana.

skanowanie0009

A gdybym zapomniał, gdzie mieszkam, to na Watford High Street mamy wielkiego szerszenia. Wtedy wiadomo, że jesteś w Watford.

skanowanie0009

Ogarnąłem się raz, dwa, trzy i poszedłem na pociąg. Pociąg, który jak się okazało dzień w dzień, będzie woził mnie do centrum Londynu, bo Watford takim centrum wszechświata raczej nie można nazwać. Bardziej takim Wejherowem. Kierunek – Euston, około 40 minut jazdy. Akurat na poczytanie książki. A akurat wtedy miałem ze sobą biografię Allena Iversona, którą mega polecam jak ktoś jest w temacie.

skanowanie0007

Jako że po wyjściu z dworca okazało się, że najbliżej mam sklep Palace, to tam też się udałem. Przy okazji pochodziłem po londyńskim SoHo i odwiedziłem sobie Chinatown.

skanowanie0002

Co do sklepu Palace, to w ładniejszym skateshopie chyba nigdy nie byłem. W sumie to taki nie do końca skateshop, może coś na kształt butiku, ale i tak. Deski na ścianie, marmurowe podłogi, filmy skejtowe wyświetlane na ścianie, decki do dj’owania i tym podobne. Mega pomocni pracownicy, którzy znajdą ci to, co tylko potrzebujesz. Elegancja. Deskę ci też skręcą, jak trzeba.

skanowanie0004

skanowanie0003

Ok, deska kupiona i skręcona, dowiedziałem się mniej więcej, gdzie jest South Bank (go straight down that street and you will get there somehow…), to czas spełnić główny cel podróży. No i trochę też swoje marzenie.

dsc_1538

dsc_1539

Szukanie South Bank zajęło mi strasznie dużo czasu. Bo wiedziałem, tyle że jest na South Bank (oczywiście), koło Tamizy i że niedaleko jest jakiś most. Po drodze zobaczyłem klasyczne atrakcje Londynu, ale moja atrakcja wciąż była przeze mnie poszukiwana.

skanowanie0005

dsc_1543

dsc_1542

Ostatecznie, z pomocą sporego przypadku znalazłem mój cel. Niesamowite wrażenie. Po pierwsze – na filmach wydaje się to znacznie większe. Ale klimat jest PRZEKOZAK. Naoglądałem się w samolocie filmów Palace’a, jak chłopaki tutaj robią same kosy, to mówiłem sobie, że też coś pokombinuje. A co! Nieco się przejechałem. Murki są serio ciężkie do pojechania, już tak wyjeżdżone, że są zaokrąglone, jest tu strasznie nierówno, a te sławne banki są strasznie strome. Ale coś tam pojeździłem. Wracałem tam z trzy czy cztery razy, tak po prostu, żeby nacieszyć się tym miejscem. Lokale generalnie robią jedną z trzech rzeczy: jeżdżą, palą jointy lub po prostu czilują. South Bank to trochę taka melina, gdzie śmierdzi szczynami i śpią bezdomni a gdzieś pomiędzy ludzie jeżdżą na deskorolkach. Serio.

dsc_1544

skanowanie0006

skanowanie0013

skanowanie0014

skanowanie0015

skanowanie0009

skanowanie0010

skanowanie0010

Starałem się, żeby każdy mój dzień był nieco inny. Wstawałem kolo 9, jadłem śniadanie i wtedy decydowałem, co robię. Szybkie sprawdzanko jak dojechać i jazda. Raz na przykład było to odwiedzenie Tate Modern Gallery. Byłem prawdopodobnie jedynym człowiekiem, który tego dnia przemierzał wystawy z deskorolką pod pachą. Nie do końca legalnie.

skanowanie0006

A po drodze do celu, to znalazłem nieco bardziej kameralną Bankside Gallery, w której właśnie była wystawa plakatów. Wszystko można było kupić, za ceny od kilkuset to kilku tysięcy funtów. Tak, nic nie kupiłem.

skanowanie0007

dsc_1551

dsc_1546

Potem już wzdłuż Tamizy prosto do Tate Modern. A tam na usta ciśnie się jedno słowo: NIESAMOWITE.

skanowanie0011

Zobaczyć naraz tyle dzieł swoich ulubionych artystów – od abstrakcji i kubizmu Pablo Picasso, przez pop art Andy’ego Warhola, bardzo depresyjny field painting Marka Rothko, wycinanki Henri’ego Matisse,  po prace Barbary Kruger odwołujące się do naszego konsumpcjonizmu (to od tej pani Supreme „pożyczyło” czcionkę, także odrabiajcie pracę domową panie i panowie) i wiele, wiele innych prac innych ludzi którzy dostali dla siebie kawałek ściany w Tate.

dsc_1567

skanowanie0007

skanowanie0010

skanowanie0011

skanowanie0008

dsc_1570

dsc_1565

dsc_1558

„Fontanna” Marcela Duchampa też ma tu swoje miejsce.

dsc_1559

A to nie pamiętam, kto robił, ale i tak sztos.

skanowanie0009

Kim dla CIEBIE jest artysta?

skanowanie0006

A na tarasie widokowym na 10 piętrze Tate Gallery, mamy widok na Londyn, także całkiem klawo, nie?

skanowanie0004

dsc_1562

dsc_1561

W części artystyczno-muzealnej odwiedziłem jeszcze The National Gallery, Museum of Nature oraz Museum of Science.

skanowanie0007

W National Gallery od razu ruszyłem do części, w której mogłem znaleźć np. „Słoneczniki” Van Gogha, portrety malowane przez Rembrandta czy impresjonistyczne dzieła Claude’a Monet’a. Średniowiecze ominąłem całkowicie, no może z małym przystankiem na Rafaela. Przy okazji porozmawiałem sobie o sztuce z panem Johnem z New Jersey.

dsc_1582

dsc_1576

dsc_1579

skanowanie0019

skanowanie0017

W Museum of Science była też wystawa dotycząca największej głowy wszechczasów według mnie, czyli Alberta Einsteina.

skanowanie0016

Przy okazji, bardzo mocno wkręciłem się w journaling. Zapisywałem tam swoje przemyślenia, spostrzeżenia czy inne luźne sprawy. Taka forma rozmowy ze sobą.

dsc_1575

A swoje myśli spisywałem w najróżniejszych miejscach. Różnorodność.

skanowanie0008

Innego dnia spotkałem się z gdyńskim reprezentantem deskorolki na emigracji, który mieszka w Anglii, Benym. Ostatnio widzieliśmy się z 3 lata temu, więc trochę reunion time.

skanowanie0004

Przez nieco niesprzyjającą aurę, poszliśmy na Royal Oak Skatepark. Pod mostem, to nie będzie padać, także dla mnie w dechę. Park jest dość mały, ale ma wszystko, co mi trzeba, czyli bank, murek, piramidę i quarterpipe. Wróciłem tu potem jeszcze raz, gdy nie miałem co robić ze sobą.

skanowanie0001

No ale jak się odwrócimy to mamy naprawdę legendarny spot. Kto nie wie, o co cho, a jeździ na deskorolce, niech się nawet nie przyznaje. Bo wstyd.

skanowanie0009

Każdy sobie tutaj pomaga. Pozdro dla kumatych.

skanowanie0012

Poznałem na miejscu Marcosa z Brazylii, który jakiś czas już mieszka w Londynie. Niby w Anglii, ale chłopak jeździ i tak po brazylijsku. Ultra techniczne triki, ale jak widać loty też mu niestraszne. Oczywiście wchodzi z każdej próby.

skanowanie0006

skanowanie0005

Kolejny z asów to Stevie, który jak się okazało też mieszka w Watford. Dziwnym przypadkiem tylko tutaj się spotykaliśmy. Natomiast bardzo dobrze posługiwał się językiem polskim, bo jak sam nam mówił „you know, i had a lot of polish girlfriends”. Poniżej prezentuje podstawę swojej diety deskorolkowej. Doliczyć można jeszcze ciastka Hobnobs.

skanowanie0020

‚Eee, fu niedobre’. Whisky na desce to niekoniecznie dobry pomysł.

skanowanie0002

Skejty zawsze na patencie. Alexei walczy z otwarciem butli przy pomocy kolegi.

skanowanie0001

A kto nie jeździł, to sprawdzał swoje skille przy rapowaniu. Po prostu ktoś puszczał bit przez głośnik, kolejni dołączali i lecieli na free. Chłopaki zawsze puszczali coś mocno grime’owego, więc poprzeczka postawiona wysoko. Ale ja jeździłem. Z przerwą na to zdjęcie.

skanowanie0005

Action Bronson też jeździ na deskorolce.

skanowanie0008

skanowanie0003

skanowanie0011

Wspólny fit lunch. Patty z kurczakiem plus woda, żelki i czekolada. Bo papieroski to ja nie.

skanowanie0003

 

Najeździliśmy się na Royal Oak, więc z Benym i Marcosem poszliśmy na skatepark wybudowany przez Nike SB, czyli Bay Sixty6. Piękna sprawa. Jeżeli tak wygląda „korporacyjna kasa w deskorolce” to śmiało. Jestem za. Park jest przeogromny i ma chyba każdy rodzaj przeszkody, jaki możesz sobie wymyślić. Po prostu, jeżeli czegoś tu nie ma, to najzwyczajniej to coś nie istnieje. Zwykle trzeba tam płacić na wejściu 7 funtów, ale my trafiliśmy na takie godziny że można było wejść tam za darmo. Jeżeli nawalił ci sprzęt, nie szkodzi, na skateparku jest skateshop z deskami, butami i wszystkim, co związane z teamriderami Nike. A darmowej pizzy to chyba żaden skejt jeszcze nie odmówił.

dsc_1612

Na Royal Oak Beny pyknął mi takie zdjęcia na desce.

img_6573

img_6580

img_6602

A moim Olympusem Mju strzelił to.

skanowanie0004

Ja za to odwdzięczyłem się tym zdjęciem nollie lipslide’a. Całkiem się jaram. No i tak patrzę to potrzebuje sam kupić sobie fisheye’a. Bo deska od razu lepiej wygląda.

img_6591

Żeby nie było, że ciągle tylko byłem w Londynie, zostawałem czasami w samym Watford. Blisko mojego miejsca pobytu był fajny park, typowo brytyjskiej myśli. A tam zawsze ci sami ludzie. Szkoda tylko, że park był na krzywej nawierzchni, z jeden strony jechało się z górki na pazurki, a pod drugą walczysz o każdy przejechany metr.

skanowanie0014

Tutaj jeden z lokali robił 360 flipa ze schodów, więc spytałem, czy mogę pyknąć fotkę, on, że spoko. Ale ewidentnie nie był to jego dzień. I mój też nie, bo ostrość trochę nie tam gdzie trzeba.

skanowanie0001

To miała być ostatnia próba, bo już serio było gorąco. Ale namówiłem go na jeszcze jeden raz.

skanowanie0002

Nie wyszło, złamał deskę ze złości, rzucił nią przez cały park i poszedł zapalić szluga. Trochę poczułem się wtedy winny, ale po minucie mi przeszło. Chciałem dobrze.

skanowanie0010

Ale najfajniejszą częścią skateparku był ten bank do murka, zbudowany przez lokali. Trudny spot, bo murek jest tuż przy płocie, beton trochę dziurawy, ale każdy trik na tym to niesamowita nagroda. No i znajdywało się to w jedynej części skateparku, gdzie działały latarnie. Także wracając do Watford o 21, to tylko tutaj dało się jeździć.

skanowanie0008

Czasami też bywałem na Watford High Street, gdzie ja jako skejt bywałem w centrum uwagi. Jeździłem sobie, a tu podchodzi do mnie gość i mówi, że kiedyś jeździł tutaj na skateparku.

let me do a 360 flip, mate!

Trochę sceptycznie, ale dałem mu swoją deskę. Zrobił. Przyszedł kolejny waćpan.

i’ll do a kickflip!

Też zrobił. Zjawił się ostatni muszkieter.

i remember i could do those heelflips!

TEŻ ZROBIŁ. I wszyscy impreza, krzyki, alkohol. Taki mój street performance.

skanowanie0015

A jeżeli miałem jeszcze siły to kierowałem się do The One Crown, gdzie pijałem cydr i piwo oglądając mecze piłki nożnej i rugby. Spędziłem tam kilka wieczorów pijąc z lokalnymi „stołkami”, gdyż zawsze byli tam ci sami ludzie.

dsc_1622

dsc_1624

dsc_1635

A w The One Crown zdecydowanie króluje Watford FC.

skanowanie0011

Jednego dnia, podczas którego nie jeździłem na desce, chciałem odwiedzić jak najwięcej londyńskich stadionów. Wedle moich poszukiwań w obrębie miasta jest ich 11. Miałem ambitny plan zaliczyć wszystkie w jeden dzień, ale z czasem zrozumiałem, że jest to zadanie niewykonalne. Ale i tak udało mi się odwiedzić te, które koniecznie chciałem.

Na pierwszy ogień poszło The Vicarage Road, czyli dom Szerszeni z Watford. Stadion idealnie skrojony na wielkość miasta, koło 20 tysięcy miejsc. Śmiesznie jest tylko, że w budynku stadionu są także normalne mieszkania. Ot taka ciekawostka.

skanowanie0008

skanowanie0007

skanowanie0008

Następne w kolejności było Emirates Stadium, na którym swoje mecze rozgrywa Arsenal. Cały kompleks zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przeogromna budowla, muzeum, sklep, a dookoła stadionu znaleźć można formy różne upamiętnienia największych legend. Jedni mają swoje podobizny na ścianach Emirates wraz z historiami kibiców, inni mają swoje nazwiska na ławkach przed stadionem wraz ze wspomnieniem ilości występów i goli w barwach Kanonierów. A jeszcze inni, dostąpili prawdziwego zaszczytu posiadania własnych pomników. Pomniki są tylko trzy, a piłkarzami-ikonami, którzy zostali uhonorowani przez klub to Tony Adams, Dennis Bergkamp i Thierry Henry. Piękna sprawa.

skanowanie0008

skanowanie0009

skanowanie0010

skanowanie0003

skanowanie0002

skanowanie0001

Następny w kolejce był stadion Chelsea, czyli Stamford Bridge. Stadion w środku miasta. Zwykle takie obiekty buduje się na uboczach miast albo miejscach mniej uczęszczanych, a ten jest prawie że na środku Fulham Broadway. Pod samym stadionem przywita nas „król Stamford Bridge” Peter Osgood, jedna z największych postaci tego klubu, której prochy po śmierci zostały rozrzucone na murawie Stamford. Na terenie stadionu znajdziemy także The Shed Wall, czyli ścianę upamiętniającą największych w niebieskiej historii Londynu. Nazwa wzięła się od The Shed End, która kiedyś była trybuną najzagorzalszych kibiców Chelsea. Zdjęcia poniżej to zaledwie kilka postaci, bo znajdziemy także tam m.in. Gianluce Vialli’ego, Marcela Desailly’ego, Didiera Drogbę czy Branislava Ivanovica.

skanowanie0013

skanowanie0010

skanowanie0009

skanowanie0018

skanowanie0019

skanowanie0004

skanowanie0003

skanowanie0002

Nie mogłem odpuścić także nowego stadionu West Ham United, czyli Olympic Stadium. Po wyprowadzce z Upton Park, popularne Młoty obecnie rozgrywają swoje mecze na Stadionie Olimpijskim i nie wychodzi im to na tę chwilę najlepiej, bo prawie że szorują po dnie tabeli Premiership, ale cóż. Tutaj kupiłem sobie jedyny souvenir z Londynu.

dsc_1587

skanowanie0006

dsc_1593

dsc_1596

Ostatnim stadionem, jaki dałem radę zobaczyć był mocno kameralny Craven Cottage, dom Fulham FC. Utrzymany w bardzo starym stylu, znajduję się praktycznie przy Tamizie, stąd ciężko złapać go całego na zdjęciu. Oczywiście pod stadionem mamy pomnik, tym razem wita nas wieloletni kapitan i legenda Fulham, Johnny Haynes.

skanowanie0004

skanowanie0005

skanowanie0006

Tak się też złożyło, że podczas mojej przygody miałem też urodziny. Więc postanowiłem – kupię sobie jakąś czapkę. Odwiedziłem sobie w poszukiwaniach Palace, Supreme, żeby w końcu w Dover Street Market kupić sobie pierwszą połowę prezentu. Drugą połową była autobiografia Vinnie’ego Jones’a, którą i tak zostawiłem w samolocie. Także muszę się ostatecznie zadowolić tylko czapką.

skanowanie0012

skanowanie0014

skanowanie0006

Odwiedziłem jeszcze skatepark Mile End. Masa ludzi, deskorolka i niesamowita zajawa, bo lokacja jest przeciekawa. Zdjęcia chyba mówią dużo.

skanowanie0002

skanowanie0004

Poznałem tam George’a, który jak się okazało, ma na drugie imię Kazimierz po dziadku z Polski i opowiadał mi o tym, jak bardzo podoba mu się Poznań. Przy okazji jest super gościem i też robi zdjęcia na kliszach.

skanowanie0001

A tak na zakończenie, kilka luźnych strzałów robionych pomiędzy podrożą z jednego miejsca do drugiego.

Wszędzie tutaj są spoty.

skanowanie0016

skanowanie0012

skanowanie0015

skanowanie0007

skanowanie0011

skanowanie0003

skanowanie0013

skanowanie0012

skanowanie0011

skanowanie0017

skanowanie0012

skanowanie0003

dsc_1619

dsc_1585

dsc_1605

dsc_1608

A soundtrack mojej podróży to dokładnie dwie płyty. Obie nagrał Logic – „The Incredible True Story” i „Under Pressure„. Kto nie słyszał, niech nadrobi.

dsc_1620

No i na sam koniec zdjęcie Piccadilly Square. W końcu jak może obyć się wycieczka do  Londynu bez tego?

skanowanie0013

koniec.

 

facebook

tumblr

instagram

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close