Ja jako pedagog.

Oni uczą się ze mną, a ja z nimi.

[wszystkie zdjęcia: @tastelessmp]

Z początkiem wakacji, w imieniu Fundacji Skatepark Gdynia, razem z często znajdującym się na tym blogu Bartkiem rozpoczęliśmy warsztaty z brykania na deskorolce. Pierwsze, darmowe warsztaty były bardzo udane, dzieciakom się podobało, rodzicom też – wszyscy wracali do domu zadowoleni. Każdy z uczestników nauczył się czegoś nowego. Teraz co czwartki spotykamy się, uczymy się, gadamy ze sobą i jeździmy razem na deskach na gdyńskim skateparku.

IMG_0174.JPG

Mamy już prawie połowę sierpnia i zadaję sobie pytanie: czego ja się nauczyłem?

Otóż całkiem dużo. Pierwszy raz w życiu tak na serio pracowałem z dziećmi. Całe życie byłem przekonany, że nie umiem przekazywać nabytej przez siebie wiedzy. Czy to w szkole, czy gdziekolwiek indziej. Wcześniej nie byłem sobie w stanie tego wyobrazić, bo strasznie przerażała mnie wizja robienia czegokolwiek z dziećmi. Czy znajdę wspólny język? Czy nie będą się mnie bały? Pytania się nie kończyły. Na warsztatach miałem (nadal mam) proste zadanie –  przekazać małą część tego, co ja nauczyłem się przez prawie 10 lat na deskorolce grupie maluchów, którzy często mają pierwszy raz deskorolkę pod nogami. Muszę wytłumaczyć coś, co dla mnie jest banalne, jak na przykład skręcanie na deskorolce, w sposób taki, aby było to jakkolwiek zrozumiałe i  przyswajalne. Wbrew pozorom nie jest to tak łatwe. Nie wystarczy powiedzieć „no jedziesz, pyk przechylasz się i skręcasz”. Po 10 latach każdy jest mądry, ale ja też kiedyś zaczynałem, tylko że moja nauka to Extreme Sports Channel i tutoriale z Bravo Sport (serio, ja te tutoriale nawet sobie wyciąłem i nadal przechowuje je w klaserze!).

Do każdego chcę zawsze podejść indywidualnie. Przez te kilka pierwszych minut staram się wyczuć, co dla danej osoby jest trudniejsze, gdzie należy poświecić więcej czasu a kogo i kiedy trzeba wrzucić na tryb intensywny. Często w takim trybie dzieciaki same w siebie nie wierzą, ale poprzez namawianie i przekonanie ich przeze mnie przesuwają swoje granice coraz dalej, dalej i dalej. Wszystko pod moim okiem.

Oczywiście nie było zawsze cudownie i idealnie, bo zdarzały się sytuacje…niemiłe? Bo jak nazwać następujące wydarzenie: na zajęciach na jeden raz pojawia się dziecko, które akurat jest u babci na tak zwane „przechowanie”. Jeździmy sobie razem, idzie całkiem dobrze a poprzez moje wskazówki, ta osoba ma niesamowity progress i od razu widać w niej mega potencjał. AŻ TU NAGLE… Odwracam od niej wzrok na 10 sekund, żeby poradzić coś komuś innemu, słyszę odgłos upadku na ziemię i od razu widzę złamaną rękę. Mam tylko nadzieję, że nie jest to koniec przygody z deskorolką, bo zapowiada się naprawdę dobry talent. Za to ja w zarządzaniu takimi kryzysowymi sytuacjami stałem się niemalże bezbłędny – tyle razy, ile ja dzwoniłem na 112 i wzywałem pogotowie na skatepark, to chyba już powinien być mój etat.

Uczucie robienia czegoś pozytywnego w życiu dzieci, na dodatek przy pomocy deskorolki jest bezcenne. To, że one chcą przychodzić do nas, uczyć się i spędzać czas w ten sposób, a nie w jakikolwiek inny, jest dla mnie największą nagrodą. Mam tylko nadzieję, że przez nasze działania, ktokolwiek z tych młodych ludzików odkryje w sobie pasję do deskorolki, wtedy nasza misja będzie spełniona w stu procentach.

IMG_0869

facebook

tumblr

instagram

1 myśl w temacie “Ja jako pedagog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close