Namacalność w dobie Internetu.

Czyli historia THE INOMHUS ZINE #1.

[wszystkie zdjęcia: Panna Aleksandra]

Premiera pierwszego numeru zina już za nami, kto chciał dostać swój egzemplarz, to już go dostał, a kto ma go dostać, to o tym wie i jesteśmy na łączach. Nie chcę dziś opowiadać o tym, co jest w środku, bo nie o to chodzi, ale o samym pomyśle i otoczce wokół niego.

THE INOMHUS ZINE ma być takim moim tworem wychodzącym co jakiś czas. Nie wiem jeszcze, czy będzie to miesiąc, rok czy jeszcze inny przedział czasowy. Każdy ma mieć jakiś określony temat, obowiązujący przez te kilkanaście stron. Tym razem jest to uczucie nostalgii i wspomnienia. Stąd też okładka, na której znajduje się jakaś starsza para. Oni też na pewno coś będą wspominać teraz lub za kilka lat no nie?

Tym razem strasznie mi zależało, żeby to wydrukować w określonym nakładzie i żeby zainteresowani mogli zobaczyć to wszystko na żywo, po swojemu. Nie w Internecie.

Pomimo ogromu contentu, jaki mamy na wyciągnięcie ręki, ja sam zawsze doceniam wszystko to, co mogę dotknąć. Dlatego poświęciłem lajki i wyświetlenia na rzecz mocno ograniczonego nakładu – powstało zaledwie 26 sztuk premierowego numeru. 26 lajków i tak nie jest warte zbyt dużo. A wiecie, co jest warte więcej?

To, że mimo tego, że sobota, w którą odbyła premiera tego zina, była chyba najgorszą sobotą z możliwych. Oczekiwałem, że będzie w miarę ok, wspólna deskorolka i takie tam, a w międzyczasie kto będzie chciał, dostanie swojego zina. Tak jednak nie było. Deszcz lał się z nieba tak, że gdyby nie obietnica obecności na gdyńskim skateparku o godzinie 13, to w życiu bym nie wyszedł z domu.

No ale wyszedłem.

I serio, w życiu bym się nie spodziewał, że tyle was przyjdzie tylko i wyłącznie po mojego zina. To, że wyszliście w tę paskudną pogodę specjalnie po to, aby spotkać się ze mną, pogadać, dostać swój egzemplarz i potem powiedzieć mi, że jest on super – to jest warte więcej niż wszystkie lajki, serduszka i followy, które bym dostał wstawiając to na swoje profile.

Najbardziej zależy mi na ludziach. Na wyjściu poza Internet. Na tym, żebyś w domu na biurku miał mojego zina i pokazał go bratu, siostrze czy znajomym. Żebyście rozmawiali o nim i o innych rzeczach związanych z tworzeniem. A potem sami coś zrobili. Czy to zina, ubrania czy zdjęcia.

THE INOMHUS jest niczym bez ludzi. Dziękuje wam wszystkim.

DSC_0351

A ten kto ma już zina, niech pamięta o pracy domowej!

facebook

tumblr

instagram @bmalinowski

instagram @theinomhus

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close