Płyty z tego roku, które były super

Nie tyle co najlepsze, ale ulubione.

[cover photo: Complex Magazine]

Przez ten cały mijający nas rok słuchałem masę najróżniejszej muzyki. Jak to z każdym rodzajem sztuki, bywały te kapitalne, jak i te, które mnie kompletnie zażenowały (patrze na ciebie panie Eminem). Z całego tego miszmaszu dźwięków i głosów, wybrałem sobie cztery płyty, które w ostatnich miesiącach mnie zaczarowały i przykuły większą uwagę.

SZA – CTRL

Znalezione obrazy dla zapytania sza ctrl

Zacznę od tego, co uważam osobiście za album roku według redakcji bloga The Inomhus. Solana Rowe, znana szerszej publiczności jako SZA, po serii EP-ek takich jak „S” czy „Z” wydała swój długo zapowiadany pierwszy, pełnoprawny longplay „CTRL” i udowodniła dużej grupie słuchaczy, że nadzieje w niej pokładane nie są bezpodstawne.

Przede wszystkim, progres w porównaniu z poprzednimi utworami pani Rowe jest widoczny jak na dłoni. SZA jest nareszcie „jakaś”. Wcześniej miotała się niemiłosiernie, jakby wciąż poszukiwała swojego stylu i brzmienia, a na „CTRL” nareszcie je znalazła. Ani jeden dźwięk nie jest tu wymuszony i nie brzmi tak, jakby nie należał do danego kawałka.

Dlaczego uważam, że jest to najlepsze, co dał nam 2017 rok? Otóż SZA jest szczera do granic możliwości. Śpiewa o tym, co spotkało ją i wiele innych ludzi — sytuacjach takich jak bycie zdradzanym czy strach przed wejściem w tą prawdziwą „dorosłość”. Gdybym miał wybrać ulubieńców z omawianej płyty, wskazałbym zdecydowanie na „Supermodel„, „Drew Barrymore” czy „Normal Girl„.

Krótko mówiąc, jeżeli jakimś cudem nie słuchałeś/słuchałaś tej płyty, czas to narobić.

Kendrick Lamar – DAMN.

Znalezione obrazy dla zapytania kendrick lamar damn

Zostajemy w gronie wytwórni Top Dawg Entertainment, a tym, co przykuło moją uwagę, jest „DAMN.” Kendricka Lamara. Miał on bardzo, ale to bardzo trudne zadanie, gdyż jak stworzyć coś, co będzie jeszcze lepsze od zeszłorocznego „To Pimp a Butterfly„, będącego moim zdaniem jednym z najważniejszych albumów dekady. Dał radę?

DAMN.” nie jest może takie przełomowe jak jego poprzednia płyta, jednak nie zmienia to faktu, że jest diabelnie mocne. Tym, co uwielbiam w Lamarze, jest ta spójność dominująca w jego twórczości. Nie jestem w stanie słuchać tylko jednego utworu — muszę słyszeć całą płytę, żeby odpowiednio znać jego kontekst. W przypadku tego albumu jest tak samo. Jest on ostatnio wielkim źródłem moich inspiracji w sztuce i powoli tracę nadzieję, że Kendrick jest w stanie stworzyć coś słabego. Tak trzymaj kurduplu!

Tyler, The Creator – Flower Boy

Znalezione obrazy dla zapytania flower boy

Od zawsze miałem z Tylerem problem. Jego wcześniejsza twórczość – „Bastard” czy nawet „Goblin” jest dla mnie strasznie ciężka do przyswajania. Czułem, że gość ma niesamowity łeb do robienia muzyki, lecz nie ułatwiał mi jej odbioru. Nie wiedziałem za bardzo czy jest on tylko wykreowaną postacią — szalonym, często obrzydliwym Tylerem, czy jest taki naprawdę? Stąd też dość niechętnie podchodziłem do nowości, które wydawał na świat.

Aż do „Flower Boy„.

Jest to najlepszy album Creatora. Tutaj większość z nas może się z tym zgodzić. Chłopak dał się całkowicie ponieść — zarówno bitowo, jak i tekstowo. Są tutaj rzeczy ciężkie, typowo rapowe takie jak „Who Dat Boy„, ale znalazło się również miejsce dla rzeczy lżejszych i melodyjniejszych. jeżeli chodzi o tę drugą kategorię, nie sposób wspomnieć absolutnie cudownym „See You Again„. Szkoda tylko, że najgłośniejszą częścią całego roll outu zrobiono jedną linijkę „I’ve been kissing white boys since 2004„…

JAY-Z – 4:44

Znalezione obrazy dla zapytania jay-z 4:44

Co nowego może nam powiedzieć, 48-letni raper — biznesmen, będący multimilionerem (jak nie multimiliarderem), na co dzień pławiący się w luksusach, wraz ze swoją żoną Beyonce i trójkę dzieci u boku?

Otóż moi drodzy, bardzo dużo.

4:44” to nie jest album Jaya-Z, ale Shawna Cartera. Nie ma tutaj tego pierwastka człowieka sukcesu, który mógł być obecny na, chociażby „American Gangster” z 2007 czy „Watch the Throne” stworzonego wspólnie z Kanye Westem w 2011 roku. Osobą, którą tu spotkamy, jest przygwożdżona poczuciem winy i tego, że zawiodła swoich najbliższych. Otwarcie mówi o tym, że – „tak, zdradziłem swoją żonę„, nazywając ją swoją „soulmate” w linijkach brzmiących następująco – „you did what with who? / what good is a ménage à trois when you have a soulmate?”

Takiego czegoś nie mógł się spodziewać nikt, nawet najzagorzalsi psychofani Hovy. Z perspektywy czasu, sława bitwa Solange kontra Jay-Z odbywająca się w windzie, mogła rozchodzić się właśnie o całą tę sytuację. Tego możemy się tylko domyślać. „4:44” to prawdziwa spowiedź Shawna Cartera w każdej postaci – męża, ojca jak i syna. Każdego z nas może dotknąć chwila słabości, nawet tych, którzy wydają się iście nietykalni. Gdybym miał odpowiedzieć, co mnie tak zdobyło przez te 13 utworów, odpowiedziałbym krótko – brutalna szczerość.

Właśnie tak rysuje się moje muzyczne top tego roku. Oczywiście płyt, które mi się bardzo podobały, jest znacznie więcej, wystarczy wspomnieć o „Gang Signs & Prayer” Stormzy’ego, „The OOZ” King Krule czy „Process” Samphy. Jednak cztery wspomniane albumy to to, co najbardziej przypadło mi do gustu.

A jak wygląda twoje muzyczne top z 2017?

 

facebook

tumblr

instagram @bmalinowski

instagram @theinomhus

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close