GOŚCINNIE: Azja Trip, część 1

O wyprawie, lecz nie mojej.

Ostatnio napisał do mnie mój kolega Dawid, który szukał miejsca, w którym mógłby opublikować historię ze swojej przygody z Azji. Oczywiście zgodziłem się, aby był to blog The Inomhus, z dwóch powodów:

  • czemu by nie?
  • czy jest ktoś, kto nie lubi przygód?

No właśnie. Powiedziałem panu podróżnikowi, aby zabierał się do roboty i dał mi również jakieś zdjęcia, coby nie było za nudno. Po kilku dniach otrzymałem siedmiostronnicowy plik .docx pełen przypałów, dziwnych akcji (pozdrawiam osobę, która wymyśliła ten termin – Panna Aleksandra) i innych, lecz równie ciekawych wydarzeń. Aby było na co czekać, relację z wyprawy Dawida i Marty, podzieliłem na dwie części.

Wystarczy mojego gadania,  już najwyższy czas, aby głos przejął dzisiejszy gość.

CZĘŚĆ PIERWSZA: WIETNAM

Wybraliśmy się ostatnio w podróż przez Wietnam, Kambodżę i Tajlandię. My, czyli Marta i Dawid. Lubimy bywać tam, gdzie nas nie było. W pojedynkę lub razem. Daleko i blisko. Tu i tam.

Wakacje?

Nie do końca jest to słowo, które trafnie opisze nasze przygody.

Polecieliśmy z Warszawy do Dubaju, który ma zajebiste lotnisko i to w sumie tyle, co o nim wiemy. Jeszcze to, że mają wieżowce, w których swoje Ferrari możesz zaparkować w oszklonym parkingu na piętrze numer milion, zaraz obok skromnego apartamenciku. Klasa. Jak już zarobię ten miliard dolarów, to na bank tak go nie wydam, ale dobrze wiedzieć.

Z Dubaju polecieliśmy do Hanoi, czyli stolicy Wietnamu. Niby fajnie, ale zarówno Marta, jak i ja widzieliśmy już wcześniej azjatyckie miasta, więc dość szybko się stamtąd ulotniliśmy w poszukiwaniu dzikich przygód. Jak? Kupiliśmy motor.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Świetną podróbę Hondy Win, z miejscem na dwa plecaki i genialnym, różowym chwytakiem na telefon. Za sprawny motor, phone holder, bagażnik i dwa kaski zapłaciliśmy 5 700 000 dongów. Tak, w Wietnamie i Ty możesz być milionerem. Na „nasze” to jakieś 250 dolarów. Rozsądnie.

Nie, nie mam prawa jazdy na motor. Nauczyłem się w zeszłym roku podróżując po indyjskich Himalajach, co to znaczy zmieniać biegi i takie tam. Szczerze powiedziawszy, po tym, co przeszedłem jako kierowca motocykla w Azji, uważam, że powinienem dostać honorowe prawo jazdy. Niestety Andrzej Duda nie pojawił się na lotnisku.

Pierwszym celem podróży, jaki obraliśmy po zakupie dwóch kółek była wizyta u fryzjera. Z mojego trejdmarkowego afro-bałaganu zrobiłem się prawie na zero. Strzygący mnie Azjata, był w takim szoku, że odwiedziły go białe twarze, że aż mu się ręce trzęsły, a jak dowiedział się, że ma mnie obciąć tak krótko, zbiegł się cały salon, aby obserwować to niezwykłe wydarzenie. Po jakimś czasie okazało się, że w Wietnamie takie fryzury noszą tylko członkowie mafii. Ukradłem kiedyś wózek sklepowy, uciekałem przed policją za przejście na czerwonym, czasem spożywam… różne rzeczy i mam na koncie kilkanaście tysięcy innych, drobnych spraw, ale do mafii to mi daleko. Chyba.

u fryzjera

Naszym pierwszym, bardziej odległym celem była wizyta w Ha Long Bay. Jak wpiszecie hasło „Wietnam” w Google, to 98% zdjęć jest właśnie stamtąd. Niestety, spotkała nas niespodzianka w postaci zakazu wjazdu motocykli na autostrady. Jak się okazało, jest tak w całym kraju, co może powodować tragiczne konsekwencje, o czym trochę później. Po kilku godzinach krążenia po wioskach i wydeptanych koło autostrady dróżkach, stwierdziliśmy, uwaga, cytuję (między innymi siebie): „pierdolimy to Ha Long Bay”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z perspektywy czasu, doświadczeń i rozmów z fellow travelers doszliśmy do wniosku, że dobrze zrobiliśmy. Tak, w Wietnamie są turyści. Miejscami nawet sporo, a nawet mega sporo. Język polski słyszeliśmy przez całą podróż może ze dwa razy, ale z brytyjskim, francuskim czy niemieckim mieliśmy do czynienia całkiem często w tych bardziej popularnych miejscach.

Halo Polsko? Serio, rusz dupę i poznawaj świat. Jak słyszę moich znajomych, którzy mieszkają z rodzicami, studiują czy coś tam i uwaga, mają pracę (często na prawie cały etat), którzy mówią, że nie mają pieniędzy na takie rzeczy, to… nie wiem, po prostu nie wiem. Co z tym sianem, które zarabiasz i NIE wydajesz na utrzymanie mieszkania, opłacenie rachunków i jedzenie? Jak nie wiesz, co z nim zrobić, oprócz przeznaczenia na głupoty, daj mi znać. Firma „Dawid — Fun & Travels” wie doskonale.

bangkok food market

IMG_0433.jpg

A puenta jest taka, że dobrze wyszło, iż nie odwiedziliśmy najbardziej turystycznego miejsca w całym kraju. Czemu? Właśnie dlatego, że jest tak turystyczne. Nie po to jadę tak daleko, aby poznać kulturę brytyjską, czy niemiecką…

Po autostradowych turbulencjach ruszyliśmy na podbój prowincji Ninh Binh.

Coś cudownego! Niesamowicie przyjaźni ludzie, spokojna okolica, pełna limestones (to taki typowy dla Wietnamu rodzaj gór, ten ze zdjęć w Google grafika), piękne parki narodowe i miejsce, w którym kręcili ostatnią część King Konga! Dobra, nie jestem wielkim fanem serii, ale hello, tam ją kręcili, wiecie, Hollywood, fajnie po prostu. W dodatku plan zdjęciowy został częściowo zachowany. Polecam.

Natura, jaką można było podziwiać, przemierzając ten region Wietnamu? O wiele bardziej amazing niż tego oczekiwałem. Przejechać to wszystko motorem? Ticked off of the Bucket List.

Możliwe, że od samego początku zastanawialiście się czemu słowo wakacje, nie jest tym, które trafnie opisuje naszą podróż. Spieszę z wyjaśnieniami.

Wakacje kojarzą mi się z długim i bezproduktywnym leżeniem na dupie (i plecach też), olinkluziwem i innymi udogodnieniami. Dla mnie była to kolejna podróż w stylu: kupuję bilet na drugi koniec świata, biorę plecak i zobaczymy, co się stanie. Dla Marty pierwsza. Owszem jeździliśmy w mocno backpackerskim stylu po Europie, ale nasze podwórko jest kompletnie inne od tego, co zastaje człowiek, przybywając tam. U nas jest po prostu u nas i mówię tu o całej Europie.

Do czego zmierzam?

IMG_1702

Ok, znajdź mi drugą tak piękną, inteligentną i ambitną kobietę, która zechce z Tobą wyjechać gdzieś do Azji, kupić motor, spędzać na nim jakieś 8/10 godzin dziennie, jadąc przez dżungle, tajfuny, po drodze spać w motelach pełnych pająków wielkości Twojej dłoni, jeść azjatycki streetfood (nie mylić, z tym, co w Polsce się nazywa streetfoodem) i mijać 3-metrowe jadowite węże na drodze. Kobietę, która w dodatku aż się rwie do tego, by ten motor prowadzić, bo jej się nudzi z tyłu.

„Dawid, pobaw się ze mną!”

Nie, to nie są „wakacje”.

Dozgonny szacunek Marta!

hello

A potem była dżungla.

I góry.

I pora deszczowa.

I tajfuny.

I jazda nocą, podświetlając sobie drogę iPhonem, bo światła przestały działać, a nawet jak działały, to świeciły na pół metra.

Żeby nie było tak nudno, to w środku tego wszystkiego zepsuł się motor. Oczywiście, że w nocy, oczywiście, że do celu było jeszcze trochę, oczywiście, że nie mam zielonego pojęcia o tym, jak motor działa. Silniki, sprzęgła, skrzynie biegów? Włączę, nacisnę, zmienię, ale ich nie naprawię.

Przyznaję, źle policzyłem ilość kilometrów, którą można przejechać na jednym oleju. W konsekwencji silnik się zatarł i umarł.

Koniec końców najpierw wpakowaliśmy milion dongów w naprawę, która okazała się niemożliwa w ciągu kilku godzin, a potem i tak motor sprzedaliśmy szanownemu mechanikowi, dopłacając około 50 dolarów, aby dostać od niego inny, działający sprzęt.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po małej wpadce ruszyliśmy dalej. Tysiące machających nam po drodze tubylców, setki krów szlajających się po szosie, dziesiątki selfie wykonanych z Wietnamczykami zachwyconymi naszym widokiem. Tak dotarliśmy prawie do połowy Wietnamu. Prawie w tym wypadku jest słowem kluczowym, albowiem od „prawie” do wyznaczonego celu dzieliło nas Hai Van Pass.

Czym jest Hai Van Pass?

Najniebezpieczniejszym przejściem drogowym w całym Wietnamie.

Tak właśnie dotarliście do końca części pierwszej. Nastepna będzie… no właśnie, kiedy tego chcecie?

facebook

tumblr

instagram @bmalinowski

instagram @theinomhus

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close